„Będzie taniej. Poradzę sobie.”
Dla Anny zmiana platformy wydawała się rozsądną i przemyślaną decyzją.
Od dwóch lat tworzy kursy online, zna technologię, potrafi stawiać strony i dobrze rozumie procesy sprzedażowe. Gdy pojawiła się potrzeba obniżenia stałych kosztów, zmiana platformy wydawała się logicznym rozwiązaniem.
Na papierze wszystko się zgadzało. W praktyce zapłaciła czasem, stresem i chaosem – walutą, której nie było w żadnym cenniku.
Po roku od tej decyzji patrzy na „oszczędności” w biznesie online zupełnie inaczej. I właśnie tym rozliczeniem chce się podzielić.
Rezygnacja z Publigo na rzecz WooCommerce – decyzja, która miała przynieść oszczędności
Decyzja o zmianie platformy zapadła w bardzo konkretnym momencie. Anna tworzyła kursy online, miała poukładany biznes i świadomość tego, jak ważna jest kontrola kosztów stałych. I tak jak każdy przedsiębiorca, szukała najbardziej optymalnych i finansowo korzystnych wyborów dla siebie. Dlatego, pod wpływem różnych czynników (w tym finansowych) rok temu zdecydowała:
„Przechodzę z Publigo na WooCommerce. Będzie taniej i będę miała więcej opcji.”
Plan obejmował konkretne kroki:
1. Oprzeć sprzedaż na darmowym WordPressie z wtyczką WooCommerce, zamiast płacić abonament za Publigo.
2. Dołożyć płatny Tutor LMS i skonfigurować niezbędne integracje, tak aby kursanci mieli dostęp do treści po zakupie.
Wszystko wyglądało bardzo logicznie i sensownie. Anna znała WordPressa, stawiała strony od zera, radziła sobie z HTML-em i była przekonana, że jej kompetencje techniczne wystarczą, by wszystko sprawnie poukładać.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, że ta decyzja otworzy najbardziej wyczerpujący rok jej pracy twórczej.
Drobne problemy, które prowadziły do chaosu
Gdyby WooCommerce i wtyczki działały tak, jak w idealnych poradnikach na YouTube, ten artykuł nigdy by nie powstał, ale rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Z czasem zaczęły pojawiać się pierwsze, a potem coraz bardziej dokuczliwe, techniczne „zgrzyty”.
„W ciągu ostatniego roku trzy razy wysypała mi się integracja z Mailerlite” – mówi Anna.
Raz na jakiś czas można wybaczyć, ale trzy razy w roku? To już nie jest przypadek, a pewna regularność. Dla twórcy online to coś znacznie poważniejszego niż tylko „błąd techniczny”.
Prawdziwy ból zaczął się jednak w momencie, gdy Anna musiała zmierzyć się z problemem z bramkami płatności. Po zmianie adresu sklepu chciała przepiąć płatności, ale nie mogła, gdyż supporty Przelewy24 i PayU milczały, ignorując wiadomości. W efekcie:
„Chyba z miesiąc miałam nieczynny sklep przez te płatności” – narzeka.
Biznes stanął. Dla twórcy, którego dochód zależy od ciągłej sprzedaży kursów, miesięczny paraliż oznacza potężną stratę. To trochę tak, jakby zamknąć drzwi do sklepu i liczyć, że klienci będą stać z torbami pod wejściem i czekać. Będą?
Anna na to nie liczyła. Zrezygnowała. Przeszła na Tpay, ale stracony czas i straty finansowe były już faktem.
Poza tym, do Anny powoli docierało, że spotykające ją problemy to nie tylko kwestia operatora…
Techniczne detale, które zaczęły pożerać czas
To nie jest opowieść o tym, że WooCommerce jest „zły”, lecz o tym, że jest to system dla specjalistów. Dla ludzi, którzy lubią grzebać, klikać, diagnozować, łączyć, testować. I się na tym znają. A nawet wtedy potrafi zmęczyć. To system, w którym nie wiesz, czego nie wiesz.
Mimo że znam technologie, HTML, to WooCommerce naprawdę mnie przerosło – wyjaśnia Anna. – Jest mnóstwo różnych ustawień, o których się nie wie, jeśli ktoś nie pokaże palcem, np. to, że nie wystarczy spiąć Woocommerce z Tutorem, żeby kursant miał dostęp do platformy, trzeba jeszcze wiedzieć, które okienko rozwinąć, wkleić tam adres produktu, i dopiero wtedy będzie działać.
I to wcale nie była kwestia braku kompetencji, tylko tego, że system do sklepów nigdy nie był projektowany jako platforma kursowa.
I przypomnijmy, że Anna świetnie zna WordPress i HTML. Umie stawiać strony od zera. Mimo to wiele razy musiała wzywać specjalistę. A to oznacza kolejne godziny. Kolejne maile. Kolejne koszty.
Kosztowna strata, której nie widać w raportach
Po czasie Anna doceniła też, że w Publigo konfiguracja pola do zapisu na newsletter była kwestią dwóch kliknięć, co przekładało się na wartościowe kontakty od nowych klientów.
W WooCommerce, aby uniknąć automatycznego zapisu klientów (ryzykując łamanie prawa) i prawidłowo skonfigurować pole checkboxa marketingowego, wymagana jest zaawansowana wiedza i integracje.
Odłożyłam konfigurację tego na później i rok później dalej tego nie ustawiłam – mówi Anna. – Mam bardzo wysoki współczynnik otwarć w newsletterze (nie schodzi poniżej 50%), więc to zaprzepaszczona szansa.
Rok bez nowych subskrybentów z zamówień to ogromna strata marketingowa, której nie widać w zestawieniu kosztów.
Ile udało się zaoszczędzić na zmianie systemu?
Na fakturach Anna wyszła na plus. Łączny koszt roczny WooCommerce rzeczywiście wyszedł niższy. Około 800 zł zamiast 1284,12 zł brutto za Publigo GO START. Tyle że w zestawie z tą oszczędnością Anna otrzymała:
- rok nieustannego stresu i frustracji,
- miesiąc niedziałającego sklepu i utracone zyski,
- ciągłe naprawy integracji i wtyczek (testowała ich łącznie 20),
- dziesiątki godzin spędzonych na konfiguracjach, zamiast na tworzeniu kursów,
- brak nowych zapisów na newsletter przez 12 miesięcy,
- chaos, którego nie widać na fakturze.
„Koszt tego wszystkiego to głównie mój czas i nerwy” – wyjaśnia.
Bo w świecie tworzenia kursów nie chodzi o to, żeby spędzać godziny na ratowaniu integracji, tylko… tworzyć. Uczyć. Budować społeczność. I zwyczajnie… cieszyć się z tego.
Jeden plus, o którym warto wspomnieć
Żeby było uczciwie, Anna wskazała jedną rzecz, którą Woo zrobiło lepiej: pokazywanie value klienta w MailerLite.
Możliwość segmentacji klientów na podstawie ich wydatków to przydatna funkcja, ale czy warta tak wysokiej ceny w postaci chaosu i utraconego czasu?
Gdy zestawimy ten jeden plus z całą resztą doświadczeń, bilans szybko przestaje się zgadzać.
Przyznajemy, że WooCommerce to potężne narzędzie, ale trzeba też pamiętać, że to system:
- wymagający zaawansowanej wiedzy technicznej,
- z natury niestabilny ze względu na konflikty wtyczek i częste aktualizacje,
- podatny na konflikty.
Dla wielu twórców to po prostu za dużo. To świetne narzędzie do sklepów, nie do kursów. Tak samo jak wiertarka jest świetna, ale nie do dekorowania tortu.
Czy Anna wraca do Publigo?
Pod koniec roku Annie wysypały się kolejne rzeczy na WooCommerce, spędziła mnóstwo czasu na naprawianiu dostępów. Sfrustrowana i zmęczona wróciła na Publigo. Właśnie przenosi wszystkie swoje materiały.
To nie jest historia o porażce. To historia o dojrzewaniu w biznesie twórcy. Czasem płacimy mniej, żeby zrozumieć, ile naprawdę kosztuje tani wybór. Czasem idziemy okrężną drogą, żeby wrócić do tego, co działało. A czasem potrzebujemy roku chaosu, żeby docenić spokój.
Spójne systemy (jak Publigo) wygrywają tym, że:
- nie trzeba diagnozować integracji,
- płatności nie znikają w weekend,
- kursant nie traci dostępu,
- a twórca nie musi być programistą,
- support odpisuje, pomaga, prowadzi za rękę,
- i wszystko jest jednym, spójnym systemem.
To komfort, którego ceny nie widać w porównaniach opłat abonamentowych, a który jest kluczowy dla każdego, kto chce się skupić na tworzeniu, a nie na zarządzaniu serwerami.
* Bohaterka tej historii poprosiła o zachowanie anonimowości, dlatego jej dane zostały zmienione. Sama historia jest oparta na prawdziwych wydarzeniach.
—
Jeśli chcesz sprawdzić, jak wygląda praca na platformie, przy której nie musisz być administratorem serwerów ani mechanikiem WordPressa – możesz przetestować Publigo tutaj: https://publigo.pl/wyprobuj/
Sprawdź czy Publigo jest dla Ciebie!
Nie musisz wierzyć nam na słowo, ponieważ możesz nas sprawdzić!
Skorzystaj z bezpłatnego okresu próbnego, żeby przekonać się, że warto z nami współpracować.